Eurosport.plBlogsZ półdystansu

20/09/2009

Nadzieje i realia

NADZIEJE. Gramy przed własną (wspaniałą) publicznością. Gospodarzom pomagają ściany a kibice są szóstym zawodnikiem. Marcin Gortat występował w zespole wicemistrza NBA. Maciej Lampe grał w mocnej lidze rosyjskiej zaś Michał Ignerski w jeszcze mocniejszej - hiszpańskiej. David Logan, jeden z najlepszych koszykarzy grających w naszej ekstraklasie, otrzymał polskie obywatelstwo. Doświadczony trener, Muli Katzurin miał do dyspozycji wszystkich najlepszych. Pracowali solidnie na zgrupowaniach, obiecująco prezentowali się podczas spotkań towarzyskich z mocnymi rywalami. Wylosowaliśmy dość łatwą grupę w pierwszej fazie turnieju.


REALIA. Świetność polskiej męskiej koszykówki skończyła się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Potem bywało średnio, słabo, fatalnie. Nie ma nas na igrzyskach i mistrzostwach świata. Dodatkowo, po upadku komunizmu droga do sukcesów znacznie się wydłużyła. Zamiast Jugosławii i Związku Radzieckiego mamy Serbię, Słowenię, Chorwację, Rosję i Litwę - żeby wymienić tylko najmocniejsze ekipy, które gościliśmy w Polsce. Nasze kluby nie odnoszą niemal żadnych sukcesów w europejskich pucharach. Awans Turowa do finału Pucharu ULEB w ubiegłym roku był przecież zasługą zagranicznych graczy i słoweńskiego szkoleniowca. Polska liga jest słaba. Występują w niej na ogół (wyjątki potwierdzają regułę) przeciętni gracze zza wschodniej granicy, z Bałkanów czy ze Stanów. Polacy siedzą na ławkach rezerwowych, nie ogrywają się, nie zdobywają doświadczenia, nie podnoszą swych umiejętności. Mają zatem znikome szanse zaistnienia w mocniejszych zespołach europejskich, nie mówiąc o NBA.

Podczas polskiego Eurobasketu, nadzieje przegrały z realiami. Nie mam o to pretensji do zawodników i trenerów. Starali się, walczyli, ale z gwiazdozbiorami Serbii, Słowenii czy Hiszpanii nie mogli wygrać. Nie oszukujmy się, nie pokonaliby też Greków, Francuzów, czy nawet znacznie słabszych w tej imprezie, Rosjan. Nadzieje na awans choćby do ćwierćfinałów okazały się płonne. Realia, twarde i brutalne dla naszej drużyny, zwyciężyły.

Niektórzy mówią, że nadzieja jest matką głupich, inni, że umiera ostatnia. Jednak na mistrzostwach Europy 2009 nie kończy się świat. Warto, by wszyscy, którym leży na sercu dobro polskiego basketu, a przede wszystkim ci, którzy w związku, lidze i klubach pracują, wyciągnęli z tej imprezy daleko idące wnioski. Abyśmy przy następnej okazji mniej żyli nadziejami a realia były po naszej stronie. Wówczas będziemy mieli dużo więcej radości.

Komentarze

Kto myślał, że będzie lepiej ten nie zna się na koszykówce. Media zrobiły szum wokół Gortata, żeby zwiększyc oglądalnośc, nakład itp.ale nie napomniały (celowo) o tym, że inne drużyny mają zawodników lepszych i grających w pierwszych piątkach NBA.

Opublikowany przez: Tadek | 21/09/2009

Wyślij komentarz